01|16
[poezja]
  • w Piemoncie Szynk uczepiony zbocza deszcz ustał i nad ziemią unoszą się opary przez które blednie światło za oknami Przez zasłonę w drzwiach widzę grupę starzejących się mężczyzn w kapeluszach – telewizorowi przysługuje tutaj krzesło ale ich nie obchodzi, co migocze na ekranie 
  • Korzenie języka splątują się w supeł w szczelinach splotu oddychają słowa
  • Jeśli deptak  w centrum miasta jest niebieskim dnem zatoki a ludzie sennymi rybami przecinającymi poranne powietrze o wilgotności dziewięćdziesiąt dziewięć procent Wtedy spacerujące  psy są cynamonowymi konikami morskimi z zakręconymi ogonami pociągłymi pyskami i wstydem w...
  • Choćbym nie wiem ile razy zmieniała torebki  na ramię jesienią ich zawartość pozostaje niezmienna: wrześniowe papierowe rękawiczki, pogniecione notatki, wytarty terminarz, czerwony długopis nauczyciela ruchliwy zielony portfel. po którym spaceruje wiatr listek zapisany...
  • Być może urodził się podsłuchiwaczem rozmów telefonicznych Pił i słuchał Rozumiał mechanizm Czuł, jak kable telefoniczne stają się mimowolnymi świadkami drżenia głosów Nie bez powodu małe dzieci czasem przywiązują je sobie do zadków Wyobrażając sobie, że są ogoniastymi...
  • deszczu, bryzgasz wodą na okno, i co trzy krople na szkle powstaje nowa dżdżownica. już całe wojsko zalewa okno, prężąc grzbiety. wodniste robactwo wysysa mnie... przypełzajcie, proszę, i choć niby jestem z boku, ale tak podobny do domu zapominalskiego – tylko co zamknę się...