01|16
PL DE UA
W poszukiwaniach źródeł zła

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to tylko niepozorna książka o niepozornym tytule. Zresztą to przecież nieistotne, taka historia i tak się musi sprzedać. Prywatne, „zwyczajne” życie zbrodniarzy, przywódców, czołowych postaci nazizmu wciąż budzi ciekawość. Książek na ten temat nie brakuje, a ich popularność nie słabnie. I nic dziwnego, jest jakaś perwersyjna przyjemność w tym podglądaniu „normalności” szaleństwa. Ale „Magda” Meike Ziervogel – bo o niej mowa – jest inna. „Magda” nie dba o popularność, „Magda” nie kokietuje czytelników. Wprost przeciwnie – atakuje pytaniami, które wzbudzają niepokój, rodzą wątpliwości, nie pozwalają się zbyć łatwymi odpowiedziami. 

Stawiana za wzór matki w nazistowskich Niemczech, stanowiąca ucieleśnienie hitlerowskich wizji, oddana narodowi nie tylko sercem, ale i ciałem. Magda Goebbels – żona ministra propagandy w rządzie Adolfa Hitlera i matka sześciorga dzieci. Dzieci, które własnoręcznie zabiła. Tyle fakty. Ale one nie są dla autorki powieści najważniejsze, o czym zresztą pisze w posłowiu, zastrzegając, że czerpała z faktów i fikcji wedle uznania i potrzeby. 

I dobrze, bo dzięki temu powstała książka nietuzinkowa, ukazująca nie tyle zdarzenia, co ich tło, mechanizmy, które do nich doprowadziły. Mechanizmy zakorzenione najgłębiej, bo w zakamarkach ludzkiej psychiki. „Magda” to właściwie historia trzech pokoleń kobiet. To nie tylko opowieść o Magdzie Goebbels, ale i o jej matce, Auguste Behrendt, a także o jej najstarszej córce, Heldze. A przede wszystkim o relacjach między nimi – skomplikowanych zależnościach na linii matka-córka. Próba ich odtworzenia pokazuje jak trudno przełamać pewne wzorce zachowania, jak łatwo przemoc – także ta wyrafinowana, niemal intymna, dokonująca się pomiędzy najbliższymi sobie osobami – odradza się w kolejnych pokoleniach. Jak szybko wpada się w pułapkę powielania własnych doświadczeń, nawet wówczas gdy ich przejawy są skrajnie różne. Krzywda okazuje się mieć nieskończenie wiele twarzy, ale wszystkie one są wykrzywione tym samym grymasem bólu. 

Ziervogel nie próbuje usprawiedliwiać Magdy Goebbels. Nie odejmuje jej czynom znaczenia. Ale szuka ich przyczyn głębiej, nie zadowalając się argumentami o fanatyzmie czy fascynacji Hitlerem. Obnaża emocjonalne niedomagania, wewnętrzne zranienia i ogromne zagubienie kobiety, która stawiana była Niemkom za pozbawiony skaz wzór. Ukazuje również rozpaczliwą walkę, jaką Magda toczyła o to, by nadać swemu życiu jakiś sens, by uczynić je znaczącym, by nie zadowalać się bylejakością i wyzwolić się z narzuconych – przez matkę, wychowanie, surowe życie w klasztornej szkole – ograniczeń. Odniosła w tej walce zwycięstwo, choć przecież był to sukces chory, koślawy, wypaczony. Ziervogel zrobiła dla Magdy Goebbels jedną tylko rzecz, ale wyjątkową: zwróciła jej człowieczeństwo. 

Najbardziej przejmujący jest ten rozdział historii, który nigdy się nie wydarzył. Autorka opisuje w nim wizję Magdy, alternatywny scenariusz po klęsce Hitlera, w którym ona i dzieci nie giną. Helga zarabia na chleb, oddając się nieprzyjacielskim żołnierzom, których wyjątkowo kręci to, że zabawiają się z córką Goebbelsa. Tego Goebbelsa. Schorowana, trawiona bólem Magda nie rusza się z łóżka, licząc jedynie na to, że najstarsza córka przyniesie upragnioną porcję morfiny. Gromadka dzieci włóczy się po ulicach, posługując się fałszywym nazwiskiem, by uniknąć prześladowań. Tylko noce przynoszą ukojenie. Tylko noce pozwalają na chwilę zapomnieć o rzeczywistości, wrócić myślami do Schwanenwerden. Tylko noce, kiedy Magda tuli do siebie wątłe ciałka dzieci… 

Przejmująca i przerażająca to wizja, ale co najgorsze – mocno prawdopodobna. Mimowolnie rodzi się w głowie czytelnika niepokojące pytanie: czy Magda zrobiła dzieciom krzywdę czy od krzywdy je uchroniła? Czy lęk przed przyszłością może stanowić wystarczające usprawiedliwienie jej czynów? I czy przypadkiem nie jest niesprawiedliwym nazywanie jej Medeą III Rzeszy, jej – której czynami kierowała jedynie troska o ich dobro? 

Pytań podczas lektury jest naprawdę wiele. Odpowiedzi – znacznie mniej. Ale to nie zarzut. Ziervogel stworzyła książkę skłaniającą do refleksji, do podważania, a przynajmniej przemyślenia na nowo własnych poglądów. Książkę, która zmusza do uważności, do dostrzeżenia tego, że na pozór nieistotne zdarzenia, umieszczone w szerszej perspektywie nabierają nowych odcieni i znaczeń. A pytanie o zło i jego źródła wciąż – niezależnie od czasów, w jakich przyszło nam żyć – powinno pozostawać najważniejszym, nigdy nie zawieszanym pytaniem. 

Do góry
Drukuj
Mail

Prandzioch Bernadeta[autor]

Bernadeta Prandzioch (1989) - Ślązaczka od stu lat mieszkająca w katowickiej dzielnicy Załęże. Absolwentka MISH-u na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Redaktorka działu literackiego w magazynie Reflektor. Publikowała m.in. w Znaku, Opcjach, Nowej Gazecie Śląskiej, Popmodernie i FA-arcie. Jej opowiadania ukazały się na łamach Chimery, Nowej Fantastyki oraz w antologii „Pożądanie” (Powergraph 2013).